Na pierwszą w tym roku wycieczkę wybraliśmy się do Kochanowa. Zaparkowaliśmy przy wzniesionym w XVII w. kościele św. Mateusza.




Południowa część wsi znajduje się u podnóża Szańcowej (600 m). Jest to rozległe wzniesienie na północnym krańcu Zaworów, a więc jeszcze w Górach Stołowych.

 




Po drugiej stronie wsi leży wchodzący w skład Gór Kamiennych Masyw Dzikowca i Lesistej Wielkiej. Na zdjęciu od lewej Sucha Góra (777 m) i Lesista wielka (851 m).




Na skrzyżowaniu leśnych dróg natknęliśmy się na pamiątkowy kamień jednego z kół łowieckich.





Nieopodal stoi kapliczka od dość dziwnej nazwie "Nad weterynarza".





Drogą, przy której znajduje się kapliczka biegnie zielony szlak. Poszliśmy nim mając zamiar wejść na szczyt Szańcowej. Nad Lesistą niebo jakby chciało się rozpogodzić.




Nic nie wyszło z rozpogodzenia, ze "zdobycia" Szańcowej również. Dostrzegłem na mapie ruiny kaplicy w pobliskim Dobromyślu i postanowiliśmy je zobaczyć. Zeszliśmy więc w dół. Trochę lasem, trochę łąkami na stokach Szańcowej...




...dotarliśmy do Dobromyśla i położonej na jego skraju kapliczki. Prawdę mówiąc spodziewałem się gorszego stanu.
Kapliczka stoi w bardzo podmokłym miejscu więc zima to dobra pora by ją odwiedzić. Wiosną trzeba się liczyć z chodzeniem po bagienku a latem dodatkowo z wysokimi pokrzywami otaczającymi kaplicę.




W tej części Dobromyśla kiedyś stało więcej zabudowań. Do naszych czasów dotrwały tylko ich pozostałości, jak ta piwniczka.




Albo rozrzucone na skarpie resztki fundamentów.




Ten krzyż stoi sobie teraz wśród drzew, ale przy starej drodze, więc ma chyba jakiś związek z budynkami, które już nie istnieją.




Kawałek dalej kolejny krzyż.




Zabudowa Dobromyśla nie grzeszy urodą. Jest wiele starych, zaniedbanych budynków. Ten jeden, zdaje się była szkoła, wyraźnie odstaje od całości.




Obok ciekawy dom z sygnaturką.




Znaleźliśmy jeszcze takie ruinki. Wyglądają na kapliczkę, ale są dziwnie usytuowane, jakby w rogu posesji, tyłem do drogi.




Ruinki były na końcu wsi i wkrótce doszliśmy do Gorzeszowa. Tu weszliśmy na obszar Krzeszowskich Wzgórz. Pierwsze wzniesienie od tej strony to Czerep (581 m). Z jego podnóża widok na Gorzeszów i Zawory.




A dalej w chmurach Góry Krucze.




Wzniesienie Czerep to jedyne miejsce, w którym zaświeciło nam słońce.




Gdzieś w oddali zamajaczyły nam wieże klasztoru w Krzeszowie a jeśli tak, to góra w środku zdjęcia to Góra Świętej Anny (593 m).




Przez moment i my byliśmy w słońcu...




...ale widokowo nic się nie zmieniło.




Kawałek przeszliśmy grzbietem.




Po drugiej stronie było całkiem ponuro. Nasze kroki skierowaliśmy w stronę widocznych zagajników. 



Znajdują się w nich dawne wyrobiska, z których pozyskiwano piaskowiec. Miejsce do spacerów nie specjalnie się nadaje. Przejście wzdłuż ścian jest uciążliwe, pełne wiatrołomów, kamieni, gałęzi, krzewów, ale dzięki temu znalazłem tam tykę czternastaka (co prawda z ubiegłego roku, ale dobre i to). Jaskiń właściwie nie penetrowaliśmy, trzeba mieć do tego odpowiedni strój a my naszych ubrań nie chcieliśmy pobrudzić.
W każdym razie jest to ciekawe miejsce warte dokładniejszego spenetrowania.
O Jaskiniach Kochanowskich ciekawie napisał Jan Wieczorek na swoim blogu Dzikie Sudety.
http://dzikiesudety.blogspot.com/search?q=jaskinie+kochanowskie




Idąc od jaskiń mieliśmy zamiar przejść do dawnego dworu w Kochanowie, ale polne drogi w jego kierunku pogrodzono zasiekami. Wróciliśmy więc do Stołu Sędziowskiego i od niego zielonym szlakiem doszliśmy do drogi przez wieś.




W środku wsi jest jeszcze jedno wyrobisko, w którym znajdują się jaskinie.




Wracając do auta sfotografowałem jeszcze figurę Nepomucena.



Kamienną płytę.




Kaplicę domkową z ok. połowy XIX w.




Kolumnę Maryjną i krzyż pokutny. Miał być spacer po pagórkach a wyszedł bardziej od kapliczki do kapliczki, ale było ciekawie.