Po wejściu na Rysy pozostały nam do zdobycia dwa szczyty w położonych blisko siebie pasmach Beskidów. Na pierwszy ogień poszło Skrzyczne i w związku z tym pojechaliśmy do Szczyrku. Do tej pory kręciliśmy się po różnych wioseczkach, miejscach mało uczęszczanych a tu nagle jak w wielkim mieście. Aut zatrzęsienie, ludzi zatrzęsienie, już na dzień dobry Szczyrk nam się nie spodobał.
  Poszliśmy sobie do góry ścieżką wzdłuż wyciągu, bo tak najkrócej. Na szczycie mleko.




   Plan był taki, że wejdziemy na Skrzyczne, pooglądamy co się da, zejdziemy, znajdziemy nocleg i następnego dnia pójdziemy na Czupel. Skoro jednak Beskid Śląski nas widokami nie uraczył wymyśliliśmy jechać do Łodygowic, tego samego dnia wejść na Czupel a potem wracać już do domu.
Tak zrobiliśmy. Pogoda jakby się poprawiła. Z Czupla coś było widać. Taki optymistyczny akcent na zakończenie cyklu zdobywania KGP.