Z Izb przyjechaliśmy do Białej Wody (Jaworki). Tu z kwaterą było trochę trudniej, ale za trzecim podejściem znaleźliśmy wolny pokój. Wieczór spędziliśmy na planowaniu następnych dwóch wycieczek, na Radziejową i na Wysoką.
   Następnego dnia wcześnie rano, przy ładnej pogodzie, ruszyliśmy czerwonym szlakiem. Początek trasy powinniśmy byli przejść właściwie tyłem, bo najładniejsze widoki mieliśmy za plecami.




Na skrzyżowaniu z niebieskim szlakiem rosło ciekawie wyglądające drzewo.




Przed nami robiło się coraz ciekawiej...



ale i tak Pieniny przyciągały wzrok.




W końcu dotarliśmy pod wieżę na szczycie Radziejowej.




Na wieżę oczywiście weszliśmy. Sporo górek z niej widać, ale gdyby były tam tablice z panoramami byłoby świetnie.



Najgorzej sytuacja wyglądała nad Tatrami. Baliśmy się, że burza przeniesie się w naszym kierunku, więc szybkim krokiem zeszliśmy na Przełęcz Obidza.

 

Wylądowaliśmy w Chałupce, gdzie zjedliśmy coś i odpoczęliśmy chwilę.




Tymczasem pogoda jakby się wyklarowała, burza poszła gdzieś w przeciwnym kierunku. Postanowiliśmy kontynuować naszą wycieczkę i ruszyć ku Pieninom.




Tak sobie szliśmy obserwując piękne widoki aż gdzieś w okolicach Przełęczy Rozdziela burza przypomniała o sobie. Z daleka było słychać jej pomruki. Chwilowo buszowała nad Beskidem Sądeckim.




My w miarę szybko podążaliśmy ku naszemu drugiemu celowi - Wysokiej.


Wreszcie udało się tam dotrzeć.



 Za długo na punkcie widokowym nie posiedzieliśmy. Po pierwsze przejrzystość powietrza była dość słaba, po drugie burza ciągle była w pobliżu, po trzecie zaczęło nawet trochę kropić. Może trochę byliśmy za bardzo na tę burzę uczuleni, ale mieliśmy w pamięci śmierć czteroosobowej rodziny od uderzenia pioruna w pobliżu Durbaszki, która to tragedia wydarzyła się zaledwie parę dni wcześniej.
Poszliśmy w stronę Wąwozu Homole. A tu niespodziewanie błękitne niebo nad nami. Oj, bawiła się z nami aura w kotka i myszkę.




Niżej znów wszystko wróciło do normy, czyli zachmurzenie i pomruki burzy.




Sprawnie pokonaliśmy wąwóz i znaleźliśmy się w Jaworkach.




Do kwatery było już niedaleko, gdy spadły na nas pierwsze grube krople deszczu. Zdążyliśmy wejść do środka a na zewnątrz rozpętało się piekło. Przez pół nocy burza tłukła się nad Białą Wodą aż wreszcie poszła sobie na słowacką stronę.