Auto zostawiliśmy na Przełęczy Okraj.




Zielonym szlakiem wzdłuż granicy państwowej poszliśmy w kierunku Łysociny, najwyższego wzniesienia Lasockiego Grzbietu. Początkowy fragment jest zarośnięty i tylko od czasu do czasu trafia się przecinka. Można dostrzec zabudowania Pomezni Boudy (Horní Malá Úpa).




Śnieżka na szczęście jeszcze nie potrzebuje przecinki by się zaprezentować.




Czoło (1268 m) również.




Widoki na stronę przeciwną też początkowo były ograniczone. Pierwszy pokazał się Chełmiec.




Potem Rudawy Janowickie.




A kawałek dalej między Trójgarbem a Chełmcem zamajaczyła Ślęża.




Śnieżka oczywiście była widoczna jak na dłoni a dodatkowo pokazała się Studniční hora.




Słońce ładnie oświetliło Skalny Stół i Czoło.




Patrząc w kierunku płd.-zach. dostrzegliśmy wzniesienia: Kravi hora (1071 m), Jeleni hora (1172 m) z rozległą polaną po prawej, nad nią stoki Růžovej hory (1391 m). Jasna plama w oddali to polana Sagasserovy Boudy.




Wędrowaliśmy Grzbietem Lasockim spoglądając to na Śnieżkę...




...to na góry po drugiej stronie grzbietu...




...aż dotarliśmy w pobliże wierzchołka Łysociny.




 Praktycznie od tego miejsca szlak schodzi z grzbietu Grzbietu dzięki czemu mogliśmy dostrzec Dvorsky les.




Inne widoki tez były.




W tym miejscu przeszliśmy na szlak czerwony (Cesta bratří Čapků),




który zaprowadził nas do osady Lysečinské Boudy.




W czynnym jeszcze wtedy pensjonacie Lysečinská bouda wypiliśmy kawę...




...po czym poszliśmy do węzła szlaków o nazwie Cestnik.




Stąd, asfaltową drogą praktycznie bez widoków...





doszliśmy do pierwszych zabudowań Malej Upy.




Kostel sv. Petra a sv. Pavla.




I jego otoczenie.




W pobliżu kościoła eksponowane są szczątki samolotu, który rozbił się na Łysocinie w czasie wojny.




Jest też mały cmentarz.




Z części Malej Upy zwanej U Kostela ruszyliśmy w stronę Przełęczy Okraj podziwiając przepiękną zabudowę wsi pełnej pensjonatów i chałup do wynajęcia. Gdy przygotowywałem teraz zdjęcia uderzyło mnie to, na co wcześniej chyba nie zwróciłem uwagi, że w całej wsi nie ma płotów, wysokich ogrodzeń z tabliczkami "Uwaga zły pies" czy innych w podobnym stylu. Trawa przycięta, wszędzie porządek, brak reklamozy, coś co w polskich kurortach jest raczej niespotykane.




W tak pięknych "okolicznościach przyrody" dotarliśmy do przejścia granicznego. Mala Upa żegnała nas widokiem na Czarną Górę.




A tymczasem na Śnieżką zbierały się chmury.