W mojej poprzedniej firmie wyjazdy integracyjne były dość częste. Ten był do Bolesławowa. Po zakwaterowaniu większość pojechała do Siennej poszaleć na stokach. My, kilkuosobową grupą, wybraliśmy się na pieszą wycieczkę. Wynajęty bus podwiózł nas do Kletna, skąd żółtym szlakiem ruszyliśmy "zdobywać góry", znaczy się Śnieżnik.
   Przechodziliśmy obok źródła "Marianna". Zamarzająca woda tworzyła lód o ciekawym odcieniu.




Po drugiej stronie drogi znajduje się duży kamieniołom pozostały po eksploatacji wapieni krystalicznych, który obecnie jest zagospodarowany turystycznie. Wtedy specjalnie nie przyglądałem się temu wyrobisku, ale niedawno wróciliśmy w to miejsce, bo jest ono wymienione w przewodniku Geostrada Sudecka.




Idąc dalej znaleźliśmy się przed Jaskinią Niedźwiedzią. Zwiedzania nie było, bo dzień zimowy jest krótki; Śnieżnik był priorytetem.  
Poszliśmy dalej wzdłuż Kleśnicy. Najpierw szlakiem a potem bez szlaku. Po prostu przegapiliśmy miejsce, w którym żółty szlak wracał na drogę po drugiej stronie potoku. Szczęśliwie śnieg był zmrożony więc szło się wygodnie. Musieliśmy tylko uważać na głębokie dziury - ślady kogoś kto szedł tędy parę dni wcześniej, w czasie odwilży; zapadał się co najmniej po kolana.

 


Z Gęsiej Gardzieli wyszliśmy na szlak rowerowy, w pobliżu Przełęczy Śnieżnickiej.
Ostatnie metry podejścia do rowerówki. W głębi Stroma (1167m).




W drodze do schroniska.




Schronisko "Na Śnieżniku".

 

 

Tu chwilę odpoczęliśmy i zjedliśmy coś ciepłego. Potem jeszcze parę zdjęć przy schronisku...




i poszliśmy na szczyt Śnieżnika. Musowo było wejść na najwyższy punkt. Najpierw zrobiłem to sam, po chwili dołączyła reszta grupy.




Nasza druga wizyta na Śnieżniku znów bez widoków. Słońce ledwo co przebijało się przez chmury, ale i tak było ładnie.




Wróciliśmy do schroniska, skąd niebieskim szlakiem powędrowaliśmy przez Kamienicę do Bolesławowa. Na miejscu byliśmy już po zmroku, ale na tyle wcześnie by zdążyć przygotować się na wesoły wieczór.
----

Śnieżnik był naszym szóstym szczytem do KGP.