Właściwie to nie była górska wycieczka. Wtedy jeszcze nie chodziliśmy w góry dla nich samych. Szło się na grzyby, szukało się śladów Riese czy też zwiedzało jakiś zamek.
   W tamtych latach dość często odwiedzaliśmy rodzinę w Jeleniej Górze. W czasie jednego z takich pobytów wybraliśmy się wspólnie na zamek Chojnik. Wystartowaliśmy z Sobieszowa i z pewnością szliśmy do góry czarnym szlakiem, bo atrakcją miało być przejście Dziurawego Kamienia. I było, szczególnie dla dzieciaków.
   Sam zamek też mnie zaciekawił, bo takie miejsca lubię od zawsze. Pamiętam opowiadaną przez przewodnika legendę o Kunegundzie, pamiętam wysokie mury zamku i potężną skałę, na której stoi. Reszta szczegółów uleciała z pamięci. Parę zdjęć zrobionych przy tej okazji uzupełnia te luki, ale chyba trzeba będzie Chojnik odwiedzić ponownie.